Prywatne muzeum motoryzacji - o pasji i zamiłowaniu rozmawiamy z Jakubem Godlewskim

Motoryzacja jest drugą, zaraz po sporcie, najpopularniejszą pasją wśród mężczyzn. Wielu z nich potrafi poświęcić każdą wolną chwilę na swoje hobby, z czego doskonale zdaje sobie sprawę Jakub Godlewski, wielki entuzjasta motoryzacji, który od siedmiu lat pisze o niej na swoim blogu. W rozmowie z nami spróbuje wyjaśnić, dlaczego to właśnie ona stała się jego sposobem na życie.

Cześć Kuba! Pozwalam zwracać się do Ciebie tak, jak Twoi czytelnicy. Skąd wzięła się u Ciebie tak olbrzymia miłość do motoryzacji?

Cześć! Wszystko zaczęło się od warsztatu samochodowego mojego Dziadka, który znajdował się na podwórzu naszego domu rodzinnego. Każdą wolną chwilę spędzałem właśnie tam. Przypatrywałem się licznym naprawom, przysłuchiwałem się rozmowom z klientami, przeglądałem czasopisma tematyczne, a kiedy wreszcie dostałem się do wymarzonego technikum, sam mogłem przystąpić do pracy. Przed przejściem na emeryturę Dziadek powierzył mi prowadzenie serwisu, w którym spędziłem niemal całe swoje dzieciństwo. Doskonale wiedziałem, że nie mogę go zawieść.

Ta piękna historia trwa do dzisiaj. Czy to prawda, że dziadek wciąż gości w Twoim zakładzie?

Nigdy nie uważałem tego warsztatu za swoją własność. Nadal traktuję go jako działalność Dziadka, ale rzeczywiście masz rację. Mimo skończonych 85 lat wciąż jest moim stałym gościem. Śmiejemy się, że jego rówieśnicy oglądają telenowele, a on w tym czasie sięga po śrubokręt i klucz francuski.

W którym momencie postanowiłeś pójść dalej ze swoją pasją i założyć bloga?

Odkąd rodzice założyli Internet, czyli blisko 15 lat temu, zacząłem śledzić branżowe portale i blogi. Dowiadywałem się coraz więcej o motoryzacji, ale w pewnym momencie pomyślałem, że mogę śmiało wykorzystać swoją wiedzę oraz liczne doświadczenia zdobyte w pracy z Dziadkiem i podzielić się nimi wraz z innymi. Tak narodziło się Prywatne Muzeum Motoryzacji.

Skąd przyszła Ci do głowy właśnie taka nazwa?

Zakład Dziadka nie przypominał typowego warsztatu pełnego bałaganu, porozrzucanych rzeczy i kalendarzy z gołymi paniami. Niezależnie od ilości i złożoności prac zawsze panował tam porządek, co zresztą staram się utrzymywać. Na centralnej ścianie budynku poustawiane są przepiękne modele samochodów, a w kącie stoi zabytkowy Komar, którym Dziadek jeździł w czasach swojej młodości. Klienci często podkreślają, że jest to warsztat z elementami muzeum, dlatego z wymyśleniem tej nazwy nie miałem większego problemu.

Czy zauważasz w swoim zamiłowaniu jakiekolwiek wady?

Moja żona często opowiada w żartach, że regularnie zdradzam ją z motoryzacją, więc można byłoby powiedzieć, że tym największym minusem jest właśnie zbyt duża ilość poświęconego czasu, ale prawdziwi pasjonaci nie mogą myśleć w takich kategoriach. Nie ma co ukrywać, że motoryzacja należy do najbardziej kosztownych zainteresowań, więc obiektywnie rzecz biorąc jest to spora wada i przeszkoda dla wielu ludzi. Przez całe swoje życie wydałem na nią co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych, a przeznaczyłbym jeszcze większą kwotę, gdyby nie to, że wiele części do samochodów otrzymałem po znajomości lub kupiłem znacznie taniej. Oprócz tego nabyłem cztery powypadkowe auta do samodzielnej naprawy, co również wiązało się z niemałymi wydatkami. Poza tym wszystkim motoryzacja jest pozbawiona innych wad, o czym regularnie piszę na blogu.

Życzę Ci licznej klienteli w warsztacie, dalszego rozwijania strony oraz rozszerzania swej pasji. Dziękuję za rozmowę i przekazuję pozdrowienia dla Dziadka!

Bardzo dziękuję w swoim i Jego imieniu, pozdrawiam! 

Wywiad opublikowano dzięku uprzejmości serwisu http://www.kolekcjonerpolski.pl